Kwiecień 23 2018 20:18:10
Nawigacja
· Strona Główna
· Artykuły
· Download
· Forum
· Galeria
· Kontakt
· Szukaj
Szneka z glancem czyli wspomnienia babci Wańdzi odcinek III
Nadszedł rok 1939.

Wiosną tego roku delegacja kupców pomorskich udała się do Warszawy, do ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Chcieli, aby rząd polski zajął stanowczą postawę wobec żądań niemieckich. Tomasz podpisał się pod listem napisanym w tej sprawie. Jeszcze nic nie wskazywało na to, że przyszłość może być okrutna. Zdjęcie Gerci zawisło w gablocie Foto Elite, a fotograf opowiadał o podobieństwie panny Pilarskiej do znanej aktorki Jadwigi Smosarskiej.

Kroniki filmowe oglądane w kinie pokazywały marszałka Śmigłego-Rydza na czele wojsk polskich i paradę wojsk niemieckich w Berlinie. Tomasz zaaferowany tłumaczył domownikom

- Na pewno nic nie będzie z tej wojny, nie oddamy ani guzika, te czołgi są tylko na pokaz filmu niemieckie, one są z tektury. Nasza armia raz, raz zrobi z Niemcami porządek - no góra, w przeciągu dwóch tygodni. Zobaczycie, że tak będzie.

Wandzia całkowicie wierzyła słowom taty. Skoro mówi, że wojny nie będzie, to lepiej korzystać z wakacji i pojechać do wujostwa w Tucholi. Bronia wysłała ją tam chętnie, bo w domu wiele się działo, a Wandzia nie była zbyt wielkim pomocnikiem. To co Tomasz mówi, to jedna sprawa, ale ona wie swoje: czy krótka, czy długa wojna, ale zawsze trzeba mieć pełną kuchnię i spiżarnię.

Wszyscy mieszkańcy Nowego już w lipcu 1939 roku otrzymali maski przeciwgazowe. Wtedy też w magistracie Bronia, Gercia i Tomasz odebrali podstemplowane dowody osobiste z adnotacją, że są obywatelami polskimi.





Lato 1939 roku było piękne i upalne, nie brakowało owoców i warzyw. Całymi dniami Gercia z mamą i służącą Marią pracowały w kuchni: smażyły konfitury, robiły przeciery, wekowały mięsa i wędliny, przetapiały smalec. Wszystko pakowały w pudła i kosze. Wynosiły je później do spiżarni i do specjalnie na ten cel wykopanej w ogrodzie ziemianki. Tam też schowano dwa radioodbiorniki, lampy karbidowe, maski przeciwgazowe i świece. Tomasz zżymał się widząc te wszystkie przygotowania

- Niepotrzebnie tyle trudu i pracy, ja przecież mówiłem, że to rozejdzie się po kościach, mamy silną armię i dobrych sojuszników…

Jako solidny kupiec musiał jednak zadbać, aby w sklepie i w składach nie zabrakło towaru. Klientów nie brakowało, kupowano teraz wszystkiego więcej i częściej. Nie były to jednak zakupy związane z rozpoczęciem roku szkolnego i nikt nie myślał o zakupie książek, piór i kredek dla dzieci. Ciągle musiał uzupełniać na półkach szybko sprzedawane mąkę, olej i cukier.

Gercia pojechała po Wandzię do wujostwa w Tucholi. I tam wszyscy pełni byli przekonania, że wojska polskie i marszałek Śmigły-Rydz w ciągu kilkunastu dni zrobią porządek z Niemcami.

Rozpoczęcie roku szkolnego zostało przełożone, a trzydziestego sierpnia radio podało wiadomość o zarządzeniu przez prezydenta RP mobilizacji powszechnej.

W piątek rano 1 września obudził ich wcześnie Tomasz mówiąc, że Westerpaltte już walczy. Wszyscy słuchali komunikatów radiowych. Sąsiedzi z ulicy Kolejowej Wojciechowscy i Laudowie przynosili dziwne wiadomości z miasta: nowieńscy Niemcy robią pranie a na swoich podwórkach wywieszają mokre prześcieradła i obrusy. Dopiero później mieszkańcy Nowego zorientowali się, że było to oznaczenie dla lotników niemieckich: tu mieszkają Niemcy…. Cała rodzina spędzała czas przy radiu słuchając komunikatów.

Pod wieczór na podwórze domu weszło dwóch żołnierzy polskich. Ucieszyli się na widok Lotty, konia Tomasza. Wręczyli mu karteczkę, że zwierzę rekwiruje Wojsko Polskie i wyprowadzili Lottę ze stajni. Tomasz tłumaczył zasmuconej Wandzi, że to wojna, że konie są potrzebne wojsku i że na pewno Lotta do nich wróci.

W nocy z 2 na 3 września kolejna wiadomość radiowa i euforia: Anglia z Francją przystąpiły do wojny z Niemcami. Tomasz przekonany był, że teraz nastąpi zwrot: Niemcy dostaną łupnia. Kiedy w kilka godzin później usłyszał, że do Nowego powoli zbliża się wojsko, nie zastanawiał się ani chwili. Biegł na przedmieścia aby witać, jak mu się zdawało, wybawicieli: Francuzów lub Anglików. Wyskoczył z tłumu stojących gapiów. Nawet nie zauważył, że prawie wszyscy stojący na chodniku to Niemcy z Nowego. Biegł w stronę nadjeżdżających w tumanach kurzu motocykli i samochodów krzycząc:

- Viva la France! Viva la France! Viva la France!

Ktoś wciągnął go z powrotem na chodnik i krzyknął:

- Panie Pilarski, niech pan przestanie, to przecież Niemcy!..

Tomasz stanął osłupiały. Trwało kilka minut, kiedy w końcu zrozumiał, że to kolumna wojsk niemieckich wjeżdża do miasta. W tym samym czasie Bronia z córkami modliła się w farze. Już wiedziały, że w okolicach zginęło kilkunastu żołnierzy polskich, że Niemcy są już w Nowem. Przez cały dzień przed ich domem maszerowali niemieccy piechurzy. Szli w kierunku szkoły, gdzie mieli swoje kwatery.

- Słoneczny, piękny dzień i nikogo z mieszkańców na ulicach. Tylko żołnierze niemieccy i stukot ich butów na bruku. To było niesamowite i straszne – wspominała Wanda.

Jeszcze tego samego dnia ktoś przybiegł z wiadomością, że widziano zabitą Lottę na obrzeżach Nowego. Tomasz wraz z jednym z ekspedientów szybko wsiedli na rowery i pojechali w kierunku Kończyc. Tam na łące leżała nieżywa Lotta. Pożyczyli z pobliskiego majątku łopaty i zakopali konia…

Kolejne dni przynosiły coraz gorsze wiadomości: aresztowania znajomych i przyjaciół z miasteczka i okolic. Odrobinę nadziei dawał fakt, że Niemcy zgodzili się na pochowanie poległych niedaleko Nowego żołnierzy polskich. W końcu i Tomasza wezwano na przesłuchanie. Na samym początku siedzący za długim stołem Niemcy oznajmili mu, że ze względu na to, że walczył w szeregach armii pruskiej i bardzo długo mieszkał na terenie Niemiec, to Furher w swojej szczodrości pozwala mu przyjąć obywatelstwo niemieckie – wystarczy tylko popisać Volkslistę. Tomasz głośno i dobitnie odpowiedział im od razu

- Jestem Polakiem i nie podpiszę żadnej listy. Ich bin Pole – powtórzył raz jeszcze po niemiecku.

Wypchnięto go natychmiast z pokoju i zamknięto w piwnicy, gdzie już siedziało kilka osób. Po kliku godzinach, pobity przez pilnujących Niemców, trafił ponownie do pokoju gdzie już raz go przesłuchiwano. Tam krótko i zwięźle przekazano mu informację, że w ich domu stacjonować będą oficerowie niemieckiej komendantury miasta. Nakazano opróżnienie pomieszczeń i przygotowanie ich dla potrzeb wojska. Rodzina miała odtąd zajmować tylko dwa mniejsze pokoje. Sklep wraz z towarem, składy i palarnia kawy przejść miały w ręce nowego właściciela – Niemca. Od zaraz. Dobre anioły czuwały jednak nad Tomaszem. Jednym z Niemców siedzących za stołem był mieszkaniec ich miasta. Wyprowadzając Tomasza z pokoju, już na korytarzu nachylił się nad nim i cicho powiedział:

- Herr Pilarski, cała rodzina jest na liście osób do aresztowania lub ewentualnej wywózki, ale na razie będziemy przyglądać się, na razie tylko obserwacja, boś pan porządny człowiek i nieraz żeś mi na kreskę węgiel zimą sprzedał. No i znasz pan niemiecki a to ważne dla oficerów, którzy będą mieszkać u was.

Obolały Tomasz nawet nie potrafił przypomnieć sobie nawet nazwiska tego człowieka. W duchu dziękował Bogu, że pozwolono mu wrócić do bliskich. W domu czekały na niego przerażone córki i Bronia. Jeszcze tego samego dnia udało im się spakować większość mebli a zaprzyjaźnieni rolnicy z Bochlina zgodzili się wziąć je do siebie na przechowanie. Kolejne tygodnie przynosiły wiele bólu i lęku. Adorator Gerci, młody prawnik Piotr z Poznania ginie jako żołnierz w walkach wrześniowych. Ich ukochany proboszcz, ksiądz Pruszak zostaje dotkliwie upokorzony i pobity przez Niemców. W tym samym czasie rozstrzelano dobrego znajomego rodziny, pana Grzonkę kierownika szkoły w Leśnej Jani. W Rudzkim Moście, niedaleko Tucholi rozstrzelany zostaje wraz innymi mieszkańcami brat Tomasza, Franciszek Pilarski.

Wiosną 1941 roku Wandzia zaczęła pracę w sklepie spożywczym na ulicy Gdańskiej. Została kasjerką, a właścicielem sklepu był Niemiec.

- Najważniejsze, że miałam dzięki temu w ręku papier, który chronił mnie przed wywiezieniem na przymusowe roboty. Praca nie była trudna, chociaż na początku sprawiała mi wiele kłopotu. Nie znałam niemieckiego, a tam musiałam znać chociaż podstawowe zwroty no i umieć liczyć po niemiecku. Kiedy słyszałam np. „zwei und zwanzig” to szybko na kartce papieru pisałam 2 plus 20 i już byłam pewna: dwadzieścia dwa. Na szczęście kasa zawsze zgadzała mi się. Po krótkim czasie już całkiem sprawnie liczyłam i wydawałam pieniądze. Wiosną i latem w przerwie ze słownikiem francusko-niemieckim i niemieckim gazetami w ręku szłam na planty, gdzie było cicho i spokojnie. Tam starałam uczyć się niemieckiego… opowiadała nam Wanda.

Gercia miała także dokumenty chroniące ją przed wywiezieniem na roboty i zapewniające karty żywnościowe. Pranie, sprzątanie i gotowanie dla zakwaterowanych w ich domu oficerów niemieckich było według niemieckiego Arbeitsammtu wystarczającym dowodem na wystawienie takiego dokumentu.

Mijały dni i miesiące i lata. Wojna wciąż trwała. Tomasz coraz dotkliwiej odczuwał cukrzycę, na którą zaczął już chorować kilka lat przed wojną. Zawsze pomocny doktor Neumann pomagał jak mógł: cudem zdobywał insulinę i wstrzykiwał ją Tomaszowi. Na dodatek zaczęły się kłopoty z chodzeniem. Diagnoza była jedna: to choroba Buergera atakująca żyły, która może zakończyć się amputacją nóg. Bronia z córkami troskliwie zajmowały się Tomaszem, który starał się nie okazywać cierpienia. Przezwyciężając ból próbował chodzić po domu i ogrodzie.

Zimą 1942 roku na terenie Nowego i okolic wprowadzono nakaz oddawania koców, futer, kożuchów i ciepłych płaszczy na tzw. zimową pomoc dla żołnierzy niemieckich walczących na froncie wschodnim. Oczywiście nikt z przyjaciół i znajomych rodziny nie zgłosił się do władz niemieckich z ciepłymi rzeczami, ale cieszono się, że Niemcy muszą nieźle marznąc na froncie skoro dochodzi do takich nakazów. Czasem w Nowem pojawiali się kuzyni z Tucholi. Przywozili nowe wieści z frontu, zabawiali rozmową.

- Kiedyś Paweł przywiózł aparat i zrobił nam zdjęcia. Akurat w tym dniu doktor Neumann przekazał nam cudowną wiadomość: wydaje się, że choroba ojca nie postępuje…



Jesienią 1943 roku młodzi chłopcy, kuzynowie z Bysławia i Grabowa zostali aresztowani i uwięzieni w obozach koncentracyjnych Dachau i Saksenhausen. Im i kilku jeszcze innym znajomym osadzonym w obozach jenieckich Bronia wraz z córkami co miesiąc szykowały i wysyłały paczki żywnościowe. W każdej znajdowało się trochę sucharów, cukru, smalcu i konfitur. Któregoś dnia jeden z oficerów niemieckich, który mieszkał w ich domu przekazał Tomaszowi ważną wiadomość.

- Mówię to panu w zaufaniu Herr Pilarski, pańska córka Wanda będzie niedługo wywieziona na roboty do Rzeszy. Te papiery ze sklepu są niewystarczające…

Jeszcze tego samego dnia Wanda wyjechała do rodziny do Tucholi. Aby uniknąć podejrzeń Niemców, co 2-3 tygodnie przenosiła się w inne miejsce. Bysław, Minikowo, Cekcyn, Tuchola i tak na okrągło. Po dwóch miesiącach otrzymała wiadomość z domu: wracaj szybko. W Nowem okazało się, że policja nachodziła dom wielokrotnie i w końcu zagroziła, że jeśli Wanda nie zgłosi się sama do Arbeitsammtu, to aresztują Tomasza. Nie było innego wyjścia.

Kilka dni później Wanda ze skierowaniem w ręku wysiadła na stacji Elbląg i zgłosiła się do Schichau-Werft – stoczni Elbląg. Pracowała tu jako robotnik przymusowy przez blisko sześć miesięcy. Obsługiwała przez kilkanaście godzin dziennie urządzenie gwintujące śrubki. Pracujący obok Francuzi i Włosi pomagali Wandzie przy obsłudze maszyny, ale i tak każdego dnia stawała do raportu za brak skrupulatności –Śrubki muszą mieć wymiary takie jak na dokumentacji. To sabotaż, nasze statki mogą zatonąć przez takie niedbalstwo – krzyczał Niemiec, kierownik zmiany. Na szczęście tylko krzyczał i na tym się kończyło.

Pod koniec stycznia 1945 roku rozpoczęto ewakuację stoczni i jej pracowników. Wanda zaryzykowała ucieczkę: udało się jej zerwać opaskę z oznaczeniem przymusowego robotnika z ubrania, dostać na dworzec i wsiąść do pociągu z żołnierzami niemieckimi. Zagadała ich płynną niemczyzną i tłumaczyła, że musi dostać się do rannego brata. Uwierzyli. Z Laskowic dostała się do domu już bez problemu. Liczyła na to, że ewakuacyjny chaos nie pozwoli Niemcom na przesłanie wiadomości z Elbląga o jej ucieczce. I znów miała szczęście.

Tymczasem w Nowem coraz więcej mówiło się o niedługim końcu wojny. Zima 1945 roku była bardzo mroźna. Skuta mocnym lodem Wisła służyła jako przeprawa dla setek tysięcy uciekinierów z Prus. Codziennie przez Nowe maszerowały dziesiątki kolumn cywili Niemców. Objuczeni tobołkami, pieszo, na koniach, furmankach i w samochodach kierowali się w stronę Wisły. Na początku lutego Niemcy zarządzili ewakuację cywilnej ludności miasteczka. Tomasz, już ciężko chory z Bronia i córkami, tak jak i inni mieszkańcy opuścił Nowe.



Schronienie znaleźli w budynku szkoły w Milewku. Tam zaopiekował się nauczyciel tej szkoły, pan Biały. Zajęli piwnice szkoły i z niepokojem oczekiwali tego co przyniosą im kolejne dni. Tomasz często rozmawiał z panem Białym. Nauczyciel pamiętał Rosjan z czasów wojny polsko-sowieckiej i nie miał o nich dobrego zdania. Upominał wszystkich, aby pochowali wszelkie drogocenne rzeczy i nie wychodzili z piwnic bez jego wyraźnego polecenia.

19 lutego kanonada nasiliła się a na podwórko szkoły wjechały rosyjskie czołgi. Wszyscy wyszli z piwnic i nie bacząc na krzyki pana Białego zaczęli biec w kierunku żołnierzy. Ci zaczęli strzelać w powietrze i krzycząc „Giermance, giermance – Niemcy, Niemcy” ruszyli w ich kierunku. Wystarczyło im kilkanaście minut, aby pościągać z ludzi płaszcze, buty, zedrzeć z nich kapelusze i ciepłe czapki. „Dawaj czasy, dawaj, bystro, bystro - dawać zegarki szybko, szybko” krzyczeli w kierunku Nowian. Nauczyciel Biały, który znał rosyjski próbował tłumaczyć, że wszyscy są Polakami, ale nikt go nie słuchał. Przerażeni ludzie z powrotem wbiegli do piwnic a za nimi ruszyli rosyjscy żołnierze. Zaczęli wybierać z tłumu co młodsze kobiety i wyciągać je na zewnątrz. Z podwórza słychać było tylko przerażające krzyki i głośny rechot sowietów. Po kilkunastu minutach wrzucono do piwnicy prawie bezwładne kobiety i zatrzaśnięto drzwi.

Bronia wyciągnęła z kieszeni różaniec i głośno zaczęła go odmawiać. Inni przyłączyli się do niej i już po chwili cała piwnica rozbrzmiewała modlitwą. Modlitw nie przerywano nawet w czasie, kiedy do piwnicy znów wtoczyli się rosyjscy żołnierze.

- Bałam się strasznie – opowiadała Wanda - ojciec kazał mi szybko zdjąć kolczyki i ukryć je. Posłusznie zrobiłam to i przypływie czegoś, czego nie potrafiłabym nazwać, zaczęłam przecierać rękoma posadzkę piwnicy. Zabrudzoną ręką wysmarowałam szybko twarze: swoją, mamy i siostry. Mama podała mi poduszkę, którą wypchałam brzuch. Siedząca obok kobieta przytulała do siebie dwoje maleńkich dzieci. Podała mi jedno z nich. Zaczęłam je kołysać, bo strasznie płakało. Kiedy zbliżył się do mnie Ruski i starł się oświetlić świecą moją twarz, to musiałam wyglądać już okropnie i staro. Zostawił mnie w spokoju.

Wyciągnął siedzącą z tyłu naszą sąsiadkę z Nowego, matkę czworga dzieci, kobietę po pięćdziesiątce. Nie zważając na krzyki jej rodziny wypychał ją z piwnicy. Mąż kobiety próbował uwolnić ją z łap tego sołdata. Nie udało mu się, wywleczono także i jego i ich dzieci. Przez małe piwniczne okno widzieliśmy jak przyłożono mu do skroni broń a kilku Rosjan po kolei gwałciło biedną kobietę. Po kilkunastu minutach znów powtórzyli to samo aż kobieta straciła przytomność. Wtedy wkopano ich z powrotem do naszej piwnicy.

Co jakiś czas Rosjanie pojawiali się także w oszukiwaniu złota i zegarków. Jednemu z mężczyzn, który nie chciał im oddać swojego zegarka, odrąbano bagnetem rękę z nieszczęsnym zegarkiem. Piwnice pełne były krzyków ludzi, płaczu dzieci i wrzasków ruskich. To było piekło, nie zapomnę tego już nigdy. No i przyszło najgorsze. Jeden z sołdatów wyciągnął z tłumu Gercię i kopaniem zmusił ją do wyjścia z piwnicy. Było już ciemno, nie widzieliśmy co dzieje się na zewnątrz. Gercia nie wróciła już do nas…

Nawet po latach Gercia nie potrafiła ukryć łez, kiedy wspominała tamte chwile.

- Kiedy wywlekli mnie z piwnicy to kazali biec w kierunku małej szopy. Wepchnęli mnie do niej i powiedzieli, tak przynajmniej mogłam zrozumieć, że przyjdą wieczorem, bo teraz wzywa ich „komandir”. Nie wiem jak udało mi się obluzować drewno w ścianie szopy i wyczołgać się na zewnątrz. Było już prawie ciemno, sołdaci pijani a szopa stała na uboczu. Jak umiałam najciszej przebiegłam kilka metrów i wydostałam się na zewnątrz szkoły. Na szczęście nikt nie zauważył mojej ucieczki a ja biegłam pochylona w stronę drzew. Kiedy już tam byłam, to nogi odmówiły mi posłuszeństwa i straciłam przytomność. Tak zastała mnie mieszkająca nieopodal kobieta, która skojarzyła mnie z rodziną Pilarskich z Nowego. Wraz z mężem zaniosła mnie do szopy. Czuwała nade mną, aż odzyskam siły i później odwiozła mnie do Nowego. Do dzisiaj dziękuję Bogu za to, że zesłał mi ją na mojej drodze i modlę się za nią.

Wanda wraz z rodzicami nie wiedziała co dzieje się z Gercią. Odchodzili od zmysłów i przeczuwali wszystko co najgorsze. Jeszcze kilkanaście godzin strasznych przeżyć, lęku i upokorzenia musieli przeżyć wszyscy mieszkańcy piwnic zanim Rosjanie opuścili budynek szkoły w Milewku. Wieczorem Tomasz zobaczył łunę nad Nowem.

- To pali się nasz dom, ja to czuję - i miał rację. Budynek na ulicy Kolejowej został doszczętnie spalony. Zostały jedynie kikuty kominów i wypalone mury. Nie wierzyli własnym oczom, kiedy wszyscy znów znaleźli się w Nowem. Kamienice w części rynku zostały spalone przez Rosjan, a większość innych domów została splądrowana i ogołocona ze wszystkiego co mogło przedstawiać jakąś wartość. Ich piękne zadbane miasteczko przemieniło się w biedne, popalone i smutne miejsce.

Przeżycia ostatnich dni i ból spowodowany utratą domu sprawiły, że choroba Tomasza przybrała na sile i nie było możliwości, aby ją zatrzymać. Zamieszkali u państwa Benedyktów, gdzie odnalazła ich Gercia. Wycieńczona i osłabiona wydarzeniami ostatnich tygodni wkrótce zachorowała na tyfus. Zabrano ją do szpitala, gdzie spędziła kilkanaście długich tygodni.

W tym samym czasie umarł Tomasz.

- I pamiętajcie, że tu jest nasze miejsce…. Powtarzał Broni i Wandzi przed śmiercią.

Lekarze prosili, aby nie informować Gerci o śmierci ojca. Wanda, która nosiła żałobę po Tomaszu, zawsze przebierała się w jaśniejsze sukienki kiedy odwiedzała siostrę w szpitalu. Opowiadała Gerci o tym, że Tomasz czuje się już lepiej, że wraca do zdrowia. Gercia czekała na takie słowa i powoli również przychodziła do sił. Była w szoku, kiedy wypisano ją ze szpitala i dowiedziała się, że ojciec nie żyje. Długo stała płacząc nad mogiłą ojca na cmentarzu. Tam zastały ją Bronia z Wandzią.

Bronia została wdową w wieku 60 lat. Miała cel w nowym, powojennym życiu: zrealizowanie ostatniej woli Tomasza. Objęła córki i powiedziała słowa, które Wanda zapamiętała dokładnie

- Przyrzekam ci Tomaszu, że odbuduję dom, nie umrę dopóki tego nie zrobię.



Ciąg dalszy nastąpi…



© Danuta Nowak, Sopot 2008
Komentarze
#1 | szalupa dnia maj 07 2008 00:41:16
Jestem wstrząśnięta... mam szum w uszach, łzy w oczach, a serce wali mi jak oszalałe...nie wiem czy zasnę.
#2 | dunder dnia maj 07 2008 08:49:36
Wklejam wczorajsze znalezisko z Gazety Nowskiej nr13 z 28 marca 1931 r. dziękując za kolejny odcinek wspomnień.
Chleb Steinmetza
który jest bardzo korzystny dla utrzymania zdrowia, dziennie do nabycia w składzie
T. Pilarski, ul. Kolejowa.
#3 | spica dnia maj 07 2008 12:05:40
Mam łzy w oczach czytając ten artykuł,Pani Pilarskiej rodzinę znała mojej mamy rodzina bo mieszkali na przeciwko ulicy Kolejowej.Moja rodzina też przeszła przez to piekło i moje ciocie zawsze mówiły że ruski były gorsi niż Niemcy! bardzo dziękuję i czekam z niecierpliwościąna następną część.
#4 | spica dnia maj 07 2008 12:39:16
Chciałam jeszcze dodać że rozpoznałam na dwóch fotkach p.Pilarską, którą znałam z widzenia.
#5 | bandzioras dnia maj 07 2008 14:00:09
Jestem jakiś taki zmieszany.. Bardzo się wzruszyłem czytając kolejną część wspomnień.. Serducho wali mi z niewyobrażalną siłą..
Również czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
#6 | Ika dnia maj 07 2008 14:01:02
Artykuł przeczytałam wczoraj, krótko przed snem. Długo jeszcze patrzyłam w monitor ze łzami w oczach, a zanim zasnęłam, przez głowę przewijały mi się obrazy z opisanych przez ciebie wspomnień.
Piszę dopiero dzisiaj. Potrzebowałam czasu żeby ochłonąć.
Dziękuję 23121959 , że dzielisz się z nami tymi wspomnieniami zmuszającymi do refleksji, przybliżając nam tamte dni, życie i losy ludzi w naszym miasteczku w tamtym okresie ...
#7 | Mi-50 dnia maj 08 2008 10:58:59
Bardzo dziękuję za te piękne, wzruszające wspomnienia o tragicznych czasach. Tyle żywych i ciekawych informacji. To cenna wiedza dla tożsamości Nowian. Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek.
#8 | domino1583 dnia styczeń 02 2010 15:37:08
Twierdzenie większości obywateli,że nie będzie wojny,że nie oddamy nawet guzika,to było spowodowane brakiem wyobraźni i wiedzy.Czy nie wiedzieliśmy,że Niemcy zbroją się od lat,a do Polski i polaków odnoszą się wrogo.Wierzono w silną armię polską i w sojuszników,a wiemy jak to się skończyło.Naród polski przeszedł ciężkie represje od najeźdźcy i wyzwolicieli.Opisana rodzina i jej przeżycia,los kobiet w tamtym czasie były porażające i wstrząsające.Nigdy więcej takich okropności,ale uważajmy i bądźmy czujni historia lubi się powtarzać.Pozdrawiam.Frown
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 67% [2 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 33% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [Brak oceny]
Średnie Średnie 0% [Brak oceny]
Słabe Słabe 0% [Brak oceny]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować lub nie masz konta?
Skontaktuj się z administratorem portalu - admin@miasto-nowe.com
Losowa Fotka
Ostatnie komentarze
News
Zdrowych, pogodnych ŚW...
Zdrowych i radosnych ś...
Ciekawa inicjatywa. Św...
Żelaznego zdrowia, nie...
Radosnych Świąt i szcz...
Artykuły
Odnośnie informacji z ...
[b]ks. Edmund Kamrowsk...
...moi rodzice również...
"Każda historia ma swó...
Janek nie żyje. Zmarł ...
Jakież to ma znaczenie...
Mój tata o tym miejscu...
W ogrodzie moich dziad...
A gdzie plata, trygiel...
Z ciekawością przeczyt...
Fotogaleria
chyba tak ;)
Dzięki, czyli wszystko...
Ika, w latach 60 tych,...
To już drugie zdjęcie ...
biografia Ks. Dr Jana ...
Fajnie, ze BN udostepn...
Jeszcze jedna "perełka...
dawnych fotografii cza...
Ważne znalezisko - fot...
Świetne. Mam zamiar zo...
fajna fotografia ludzi...
Społeczność Tryla świe...
zmienione na wyzsza ro...
zmienione na wyzsza ro...
zmienione na wyzsza ro...
P. Ewa Kania, a nie No...
Smutna wiadomość. Prze...
Pan Ewaryst Bączek prz...
dzięki za potwierdzeni...
Pan J. Rzóska, ja jest...
Ostatnie artykuły
· Przyjaciel 1897 - 1898
· Przyjaciel 1896
· Przyjaciel 1892 - 1895
· Przyjaciel 1878 - 1888
· Wywoływanie duchów -...
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Biografia Ks. Dr Jan...
· "Urok papieroska."
· Jan Sikorski ps. Orl...
· Niemieckie meldunki ...
· Zapomniane cmentarze...
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnio dodane zdjęcia

Widok na klasztor po...

Kaffee Koeber

Pocztówka Warlubie

Kościół parafialny

Panorama na farę

Rynek

Kościół pofranciszka...

Kościół parafialny

Przystań Żeglugi Rze...

Cmentarz menonicko-e...

Wisła czerwiec 2017

Malowanie muralu

Mural

rok szkolny 1959/60

Koło pszczelarzy w N...

Auguste Lange Tryl

Gustav Jackel 1877 -...

Gerber geboren Berhe...

Tryl jesień 2016

Tryl jesień 2016

Tryl

Gajewo Zawada

Nowe zimą

Nowe zimą

Nowe zimą

Nowe zimą

Nowe zimą

Wieża ciśnień

Wieża ciśnień

Serdeczne świąteczne...
Wygenerowano w sekund: 0.14 - 33 zapytań MySQL 8,705,257 unikalnych wizyt