Grudzień 12 2018 01:26:35
Nawigacja
· Strona Główna
· Artykuły
· Download
· Forum
· Galeria
· Kontakt
· Szukaj
Nowe życie
Dnia 5 lutego1921 roku w Lublinie dwudziestosiedmioletni Izydor Skalski ożenił się z dziewiętnastoletnią Janiną Ostapowiczówną. Kiedy już były załatwione paszporty i bilety na statek do Ameryki, Janina zalała się łzami rozpaczy. Powiedziała, że nie opuści ukochanej matki i za nic nie wyjedzie z Polski. I tak amerykańskie plany Izydora wzięły w łeb. Popłynął więc kolejny raz do Nowego Jorku, tym razem pozamykał swoje sprawy, podjął oszczędności z banku i wrócił do Polski. Przywiezione z Ameryki pieniądze chciał dobrze zainwestować. Myślał o kupnie młyna, decyzja jednak nie była łatwa. Izydor długo się zastanawiał ze względu na niestabilną sytuację polityczną w odrodzonej Polsce. W końcu stwierdził, że nawet jeśli wkroczą do Polski bolszewicy to przecież zboża w ziarnach nie będą jedli, będą musieli je mleć i kupił młyn w Nowem nad Wisłą, na Pomorzu. Tam młodzi małżonkowie zamieszkali po ślubie.

Nowe to był ważny i ciekawy rozdział w życiu rodziny Skalskich. Miasteczko na Pomorzu, niedaleko Grudziądza, do niedawna było pod zaborem pruskim. Po odzyskaniu niepodległości graniczyło z Prusami Wschodnimi przez Wisłę. W 1921 roku w Nowem (dawniej Neuenburg) około 40% mieszkańców stanowili Niemcy. Sześć lat póĄniej, w 1927 roku mieszkało tam 5.270 mieszkańców, z czego 22,5% deklarowało narodowość niemiecką. Miasto było bogate, szczególnie w porównaniu z dawnym Królestwem Polskim. Wrażenie robiły porządne domy, brukowane, czyste ulice, chodniki, solidne ogrodzenia. Miasto miało gazownię, wodociąg i kanalizację, prąd do mieszkań podłączono w 1927 roku. Regularnie ukazywała się lokalna Gazeta Nowska pod redakcją miejscowego księgarza Władysława Wesołowskiego, Vice Burmistrza Nowego. W mieście działał między innymi hotel Concordia Juliana Borkowskiego, z restauracją, kręgielnią, salą balową i parkiem, którego alejki prowadziły w dół skarpą wiślaną, z balkonami widokowymi i altankami. Tam latem odbywały się co tydzień bale i zabawy. Wystawiano stoły, zawieszano lampiony, grała orkiestra. Festyny były ulubioną rozrywką mieszkańców, nie tylko młodzieży. Przychodzili wszyscy, spotkać się, potańczyć i pożartować. Po Wiśle pływały barki i statki spacerowe. Pod koniec lat dwudziestych w Nowem powstało też kino Halka na 156 widzów, którego właścicielem był Jakob Modeła. Działał też Sąd Powiatowy, który oprócz spraw hipotecznych zajmował się głównie sprawami o znieważenie. Działał szybko i sprawnie, co widać było po licznych, ogłaszanych w Gazecie Nowskiej przeprosinach i cofaniu oszczerstw.

Gmina miejska Nowe należała do powiatu świeckiego i była najważniejszym po Świeciu ośrodkiem przemysłowym w tym rolniczym powiecie. Dominował przemysł meblarski. W latach dwudziestych odnotowano w Nowem piętnaście fabryk tej branży, a meble eksportowano głównie do Wolnego Miasta Gdańska, ale też do Anglii i Szwajcarii.

Polskie władze w Nowem, z burmistrzem Władysławem Jabłońskim, zaczęły wprowadzać polską strukturę administracyjną. Wśród osiemnastu radnych Rady Miejskiej było sześciu Niemców, ale nie przeszkadzało to w polonizacji miasta. Promowano polskie organizacje, szczególnie spółdzielnie rolniczo-handlowe, mleczarskie, kółka rolnicze, jak również popularne wówczas kasy zapomogowo-pożyczkowe księdza Stefczyka. W zdecydowanej większości spółdzielniom prezesowali Niemcy, rzadziej Polacy. Spółdzielnią rolniczo-handlową w Nowem zarządzał zaprzyjaĄniony z rodziną Skalskich Otto Krueger. Oprócz polskich organizacji społecznych działały również niemieckie, między innymi Deutsche Vereinigung czyli Zjednoczenie Niemieckie i Duetscher Frauenverein - Niemiecki Związek Kobiet. Społeczność Nowego, mimo zróżnicowania narodowościowego, żyła bez oznak antagonizmów, wrogości lub jakichkolwiek zgrzytów.

Lato 1921 roku było wyjątkowo ładne i upalne. Izydor energicznie wziął się za rozbudowę młyna i organizację swojej nowej firmy. We młynie wymienił większość maszyn, zamontował nowy silnik napędzany gazem. Gaz powstawał z koksu w małej gazowni przy młynie. Silnik był połączony też z prądnicą, zwaną dynamomaszyną dając energię elektryczną, nie tylko na potrzeby młyna, ale i domu. Izydor kupił sporo najnowszego sprzętu wzbudzającego szacunek i zaufanie klientów. Były to: telefony, waga uchylna, arytmometr na korbę dla buchaltera i okazała kasa pancerna, która została zresztą kiedyś okradziona. Policyjne śledztwo wykazało, że włamywacz był w zmowie z pokojówką.

Obok młyna Izydor otworzył również piekarnię i sklep. W sklepie sprzedawano głównie pieczywo, mąki i kasze. Dobudował też czteropiętrowy spichrz na mąkę i zboża. Świadczył m.in. usługi przechowywania zboża. Do spichrza i piekarni wjeżdżało się przez bramę pod czterokondygnacyjnym budynkiem młyna na obszerne podwórko. Było ono usytuowane między zwartym rzędem dwóch połączonych w jedną całość budynków mieszkalnych i młyna od strony ulicy Kościuszki, a stajnią garażem i spichrzem z drugiej strony. Ruch na podwórku zwiększał się stale, bo oprócz taboru samochodowego i konnego należącego do Izydora, na podwórko zjeżdżali liczni klienci młyna, spichrza i piekarni. Zaistniała nawet konieczność wprowadzenia ruchu jednokierunkowego: wjazd prowadził bramą od frontu pod budynkiem młyna, wyjazd - za budynkiem mieszkalnym, na sąsiednią ulicę.

W marcu 1923 roku urodził się syn Janiny i Izydora, Czesław Skalski. Rok póĄniej przyszła na świat córka Maria Teresa Skalska, w domu nazywana Marylą.

Głównie z myślą o dzieciach urządzono obszerny ogród, do którego przez furtkę pomiędzy garażem i spichrzem szło się po kilku schodkach w dół do ogrodu i sadu. W ogrodzie stała altanka i solidna, drewniana, czteroosobowa huśtawka z podestem i ławeczkami. Dalej alejkami, koło klombu z bratkami i nasturcją, szło się m.in. do piaskownicy.

Dzieci, Czesław i Maryla, często i chętnie przebywały w ogrodzie, nieraz ze swoimi rówieśnikami. Pozostawały zazwyczaj pod opieką którejś z ciotek, ale czasem bawiły się same. Wtedy miały absolutny zakaz opuszczania ogrodu, głównie ze względu na ruch na podwórku. Kiedyś, w czasie zabawy w ogrodzie dzieci usłyszały krzyki i tętent koni. Ciekawość przezwyciężyła surowy zakaz, dzieci wybiegły na podwórze. Tam zobaczyły swojego tatę i kilku pracowników próbujących okiełznać galopującego po podwórzu konia. Izydor, jak tylko to zobaczył zapędził dzieci do zbierania ulęgałek w sadzie, jednak te szybko znalazły się z powrotem na podwórzu. W końcu zdenerwowany Izydor zbił małą Marylę za nieposłuszeństwo, a słysząc jej wrzask i widząc przerażenie w oczach małego Czesia chyba sam się przestraszył. W póĄniejszych latach nigdy już nie uderzył żadnego z dzieci. Głęboko przeżył ten incydent, bo wspominał go jeszcze po kilkudziesięciu latach.

Ciekawa była przyczyna całej tej awantury z koniem. Kiedy jeden z perszeronów zachorował na tzw. kolkę, leczył go nie weterynarz, tylko sąsiad uznający się za znachora od koni. Zastosował leczenie wódką, ale jak już konia napoił, to nie mógł go okiełznać. Mimo to kuracja okazała się skuteczna, bo koń wkrótce wydobrzał.

Transport w firmie Izydora składał się wówczas z dwóch samochodów ciężarowych, czterech ciężkich koni pociągowych, dwóch platform zaprzęgowych i lekkiego konia z bryczką. W 1923 roku Izydor postanowił kupić jeszcze jednego konia pociągowego, perszerona. Końmi handlowali wtedy głównie Cyganie, więc nie miał wyjścia musiał konia kupić od nich. Wybrał najlepszego jakiego mu oferowali: silnego, proporcjonalnego w budowie i świetnie wyglądającego. Po kilku dniach okazało się, że koń coraz bardziej kuleje. Sprawę wyjaśnił dopiero sąsiad specjalista od kolki . Cyganie, aby sprzedać konia trwale utykającego na jedną nogę tak długo obijali mu drugą nogę, aż zaczęła kuleć w takim samym stopniu. W ten sposób zasadniczy defekt konia stawał się niezauważalny. Izydor musiał sprzedać niefortunny nabytek oczywiście ze stratą, ale trzymanie kulawego konia mogło obniżyć prestiż firmy.

Mieszkanie Izydora i jego rodziny było wygodne, jedenastopokojowe, usytuowane na dwóch kondygnacjach, z ubikacją spłukiwaną wodą. Kuchnia była wyposażona w bieżącą wodę i kanalizację, nad kuchnią była obszerna sypialnia. W sypialni za parawanem mieściła się wanna i piec gazowy do ogrzewania wody na kąpiel.

Mieszkanie wyposażone było w nowoczesne sprzęty: odkurzacz firmy Elektrolux, elektryczną froterkę do parkietów, pralkę, magiel oraz gramofon. Na potrzeby rodziny Izydor kupił też samochód osobowy. Zajechał pod dom słynnym w latach dwudziestych fordem T5, przy produkcji którego pracował kilka lat wcześniej w Michigan. Samochód charakteryzował się tym, jak żartowano, że można go było wybrać w dowolnym, ulubionym kolorze pod warunkiem, że był to kolor czarny.

Nowoczesne wyposażenie domu oraz samochód świadczyły wówczas o prestiżu właściciela, więc Izydor Skalski należał do grona poważanych obywateli miasta. Potwierdzała to również przynależność do Pomorskiego Klubu Kręglarzy w Nowem. Kręglarze pozdrawiali się zawołaniem Cześć kuli! . Taki napis wisiał w kręgielni i uwieczniony został na jednym ze zdjęć uczestników zawodów okręgowych. Izydor miał predyspozycje do gry w kręgle i któregoś roku został nawet Mistrzem Pomorza. Jako nagrodę, oprócz medalu na eleganckim łańcuchu, otrzymał piękny stojący zegar znanej firmy Becker . Janina z dużą przyjemnością opisywała w listach do swojej ciotecznej siostry Oleśki Zdziemborskiej, jak pięknie i nowocześnie udało im się urządzić w nowym miejscu. Mimo, że niezbyt pewnie czuła się w nowej roli, była szczęśliwa, miała dziewiętnaście lat i mogła się poczuć dorosła. Chciała być prawdziwą gospodynią w swoim domu.
Wprawdzie był to czas galopującej inflacji, ceny w ciągu miesiąca wzrastały nawet trzykrotnie, ale Izydor ze swoimi dolarowymi oszczędnościami czuł się bezpiecznie. Zresztą 1924 w roku po reformie walutowej Grabskiego zastąpiono markę złotówką, co pozwoliło zatrzymać inflację. W 1926 roku złoty był już stabilną europejską walutą.

W domu zawsze było gwarno. Przebywało tu zawsze wiele młodzieży, głównie rodzeństwo Janiny: Adela, Eugeniusz, Czesław, Zenon, Irena zwana Lilą oraz młodziutka Wandzia. Niektórzy rezydowali, inni przyjeżdżali na kilka miesięcy. Mieli tam swoich miejscowych przyjaciół, więc wracali chętnie. Izydor był człowiekiem spragnionym rodziny, więc nie protestował. Próbował znaleĄć dla nich jakieś zajęcia. Postanowił otworzyć dwie filie młyna w okolicy. Jedna z nich powstała w Piasecznie (Pehsken) koło Nowego. Filię tę objął Eugeniusz, potem wspomagał go Zenek. Drugą filię prowadził Czesław Ostapowicz, który właśnie wrócił z wojska.

Ich siostra Lila opiekowała się dziećmi. Kiedyś w słoneczny letni poranek Lilę odwieziono z dziećmi, bryczką do lasu nad pobliskie jeziorko w Osinach. Czteroletni Czesio zbuntował się, nie chciał słuchać poleceń młodej ciotki. Od słowa do słowa obraził się i zakomunikował, że wraca sam do domu, a do domu było około czterech kilometrów. Lila się zaśmiała – jak jesteś taki mądry, to wracaj . Dziecko odeszło parę kroków i zaczęła się próba sił. Lila uznała, że mały daleko nie odejdzie i zajęła się innymi dziećmi. Po jakimś czasie zorientowała się, że Czesia nie ma. Ruszyła za nim i tak, niemal biegnąc, dotarła do miasta. Przechodnie na ulicy, a szczególnie panowie, życzliwie jej się kłaniali. Kiedy dobiegła zdenerwowana do domu okazało się, że dziecko już bezpiecznie dotarło. Doznała wielkiej ulgi i wtedy dopiero zdała sobie sprawę, że jest w kostiumie kąpielowym. Jak na tamte czasy przedefilowanie przez miasto w stroju plażowym to był naprawdę odważny wyczyn

11 sierpnia 1926 roku z Ameryki do Polski przyjechała Wiktoria Bogucka, siostra, którą dwanaście lat wcześniej Izydor przemycał przez zieloną granicę kongresówki, a potem statkiem do Ameryki. Przypłynęła do Wolnego Miasta Gdańska razem ze swoim i Izydora bratem, Olkiem. Granicę Rzeczypospolitej przekroczyła w Tczewie, zaledwie 60 kilometrów od Nowego. Zatrzymali się u Izydora. Po niespełna roku, 2 sierpnia 1927 Wiktoria udała się w drogę powrotną, przez Londyn do Maspeth w Nowym Jorku. Olek został i próbował wejść w spółkę z bratem. Izydor nie miał jednak pomysłu, a może ochoty na wspólne interesy. Aleksander w końcu zaproponował, że odkupi od niego Forda T5. Zostawił zaliczkę, wsiadł do samochodu Izydora i odjechał w siną dal. Po trzech latach Olek zwrócił bratu samochód, uznał, że jest zużyty i zażądał zwrotu zaliczki.

Drugie oblicze fortuny

W 1928 roku tocząca się kołem fortuna odwróciła szczęśliwy bieg wydarzeń. W letnią niedzielę 15 lipca liczna rodzina spotkała się na obiedzie. Była piękna pogoda. Wszyscy, a najchętniej młodzież, wybrali się na spacer. Dotarli nad Wisłę. Chłopcy od razu wskoczyli do wody, żeby się popisać przed dziewczynami. Czesław Ostapowicz zaproponował chłopakom, że będzie udawał, że się topi, to dziewczyny się przestraszą. Niestety okazało się, że topi się naprawdę. Zanim bracia zorientowali się co się dzieje, upłynęło sporo czasu. Rzucili się na pomoc. Chłopaka porwał już nurt rzeki. Biegali po ostrogach zatrzymujących nurt i próbowali podać mu gałąĄ do złapania. Wszystko na nic. Po tygodniu robotnicy pracujący przy moście w Opaleniu wyłowili zwłoki. Było to kilkanaście kilometrów w dół Wisły od Nowego.

Na początku 1929 roku zaczęły się problemy natury podatkowej. Izydor prowadził między innymi działalność usługową, która polegała na mieleniu zboża, przywożonego do młyna przez okolicznych rolników. Aby skrócić czas oczekiwania Izydor wprowadził taką zasadę, że rolnik przywoził zboże i, nie czekając na jego zmielenie, odbierał za to odpowiednią ilość już przygotowanej mąki oraz otrąb i płacił za przemiał.
To usprawnienie, dające skrócenie czasu obsługi klientów, wytropił urzędnik skarbowy. Uznał, że transakcja taka to skupowanie zboża od rolnika i sprzedaż mąki. Za obie te operacje według niego należało zapłacić podatek obrotowy, zwany wówczas przemysłowym. Najpierw od wartości skupionego zboża, a potem od wartości sprzedanej mąki, a nie jak dotychczas - od wartości usługi przemiału. Sprawa była na tyle poważna, że najpierw należało zapłacić zaległe, na nowo obliczone podatki od skupu zboża i sprzedaży mąki wraz z odsetkami, a potem można było składać odwołanie od decyzji. Dotyczyło to astronomicznej kwoty. Wkrótce w domu zaczęli pojawiać się komornicy. Izydor poskładał wszystkie możliwe odwołania i czekał na decyzję, ale to nie powstrzymywało komorników.

Kłopoty podatkowe zmusiły Izydora do wyjazdu z Nowego. Aby odciąć się od komorników, którzy zajmowali wszelkie dochody z działalności gospodarczej wydzierżawił przedsiębiorstwo. W swoim użytkowaniu zostawił jedynie piekarnię i wyjechał do Warszawy. Zamieszkał z rodziną tymczasowo przy ul. Białostockiej 23 i zaczął się rozglądać za nowym interesem.
Od początku 1929 roku firmę w Nowem prowadził na swój rachunek nowy zarządca, Susek, ze swoim wspólnikiem Cymmerem. Współpraca z nowymi dzierżawcami szła kulawo. Kryzys gospodarczy, jaki panował w tym czasie w całym kraju zmniejszył zdecydowanie obroty przedsiębiorstwa pod nowym zarządem. Wpłaty czynszu były nieregularne i niższe od umówionych. Nowi zarządcy młyna prowadzili niestety gospodarkę rabunkową, nie dbając o majątek trwały przedsiębiorstwa.

Izydor zapożyczył się u rodziny, pożyczkami obciążył hipotekę nieruchomości w Nowem, ale dzięki temu zebrał kapitał na kupno upatrzonego, nieczynnego młyna w Piasecznie pod Warszawą.

Krótko po zakupieniu młyna zaistniała pilna konieczność przejęcia od nieudanych dzierżawców młyna w Nowem. Izydor wydelegował tam swojego szwagra Zenka z zadaniem odebrania obiektu i prowadzenia przedsiębiorstwa w imieniu i na rachunek Izydora. Sam, z pomocą drugiego szwagra Eugeniusza, zajął się remontem i porządkowaniem nowonabytego młyna w Piasecznie. Po jakimś czasie zorientował się, że obecność Zenka w Nowem nie daje pozytywnych rezultatów. Pojechał więc osobiście do Nowego sprawdzić, na czym polega problem. Przekonał się, że popełnił błąd powierzając szwagrowi swoje interesy. Zenka znalazł w Grudziądzu w nocnym lokalu. Okazało się, że Zenek niewiele miał czasu na zajmowanie się młynem był pochłonięty innymi sprawami. Z młyna nie było dochodu, postępowała jego dewastacja, a sprawa zadłużenia podatkowego ciągle nie była wyjaśniona. W tej sytuacji rozczarowany Izydor rozstał się z Zenkiem na długo.

W 1933 roku Izydor postanowił naradzić się że swoją szwagierką Adelą Swidzińską. Ponieważ był jej winien pieniądze, które pożyczyła mu na kupno młyna w Piasecznie, uradzili, że Ada w ramach udzielonej pożyczki przejmie młyn w Nowem. Świdzińscy z dwoma synami, Stasiem i Romanem, przeprowadzili się na Pomorze. Zamieszkali w obszernym domu i wzięli się do roboty. Synów umieścili w gimnazjum księży w Pelplinie, a sami z dość liczną załogą zmagali się z trudami prowadzenia przedsiębiorstwa. Zarządzanie młynem nie przychodziło im łatwo, tym bardziej, że nie mieli w tej dziedzinie żadnego doświadczenie. Mimo, że ciężko pracowali młyn nie przynosił takich dochodów, jak kiedyś. Ada wysyłała rozpaczliwe listy do Izydora z prośbą o radę i pomoc, często też telefonowała. Izydor kiedyś nawet wysłał do Nowego na ratunek swojego mechanika Klajna, bo Ada awanturowała się z mechanikiem z Nowego, aż ten miał dosyć, obraził się i odszedł. Mechanik z Piaseczna przez kilka dni utrzymywał maszyny w ruchu, a Ada próbowała namówić swojego mechanika do powrotu. Wreszcie na przeprosiny kupiła mu buty i obaj mechanicy mogli wrócić, każdy do swojej pracy. Janusz Świdziński, Nuszek zmarł w 1927 roku i został pochowany w Nowem. Adela musiała sama sprostać problemom związanym z prowadzeniem przedsiębiorstwa i tak dotrwała w Nowem do wojny.

Pierwsze dni okupacji w Nowem były trudne, ale jeszcze wtedy nic nie zapowiadało czym naprawdę będzie ta wojna. W końcu sierpnia i w pierwszych dniach września w rejonie Nowego miejscowi Niemcy utrzymywali łączność z dowództwem niemieckim przy pomocy tresowanego psa, który przenosił wiadomości na drugi brzeg Wisły do Prus Wschodnich. Z Nowego informowano też dowództwo niemieckie po drugiej stronie rzeki o ruchach wojsk polskich za pomocą wskazówek zegara na wieży kościoła ewangelickiego.

Okazało się też, że na krótko przed wybuchem wojny Niemcy organizowali się w utajnione struktury antypolskie pod znakiem NSDAP. Izydor dowiedział się o tym od naczelnika poczty w Nowem, którego spotkał we wrześniu 1939 roku, za Bugiem już w czasie działań wojennych. Naczelnik w zaistniałej sytuacji nie czuł się już związany tajemnicą służbową i w rozmowie m.in. ujawniał, że na krótko przed rozpoczęciem wojny otrzymał tajny rozkaz kontrolowania korespondencji. Został też zaopatrzony w odpowiednie urządzenie do odczytywania listów bez ich otwierania. Kontrole te potwierdziły podejrzenia o antypolskiej działalności hitlerowskiej na Pomorzu tuż przed wybuchem wojny. Dywersanci nie ponieśli jednak żadnych konsekwencji swojej działalności, ze względu na szybki wybuch wojny.

Wojska hitlerowskie wkroczyły do Nowego 3 września 1939 roku. Niemcy przywrócili dawną nazwę miasta Neuenburg. Jeszcze we wrześniu Adelę i jej synów zamknęli w areszcie. Po jakimś czasie została zwolniona. ZaprzyjaĄniony z rodziną Skalskich prezes Otto Krueger odwiedził ją na początku listopada i ostrzegł, że musi ona wraz z synami natychmiast, niepostrzeżenie opuścić młyn, dom, zostawić cały dobytek, i przenieść się do Generalnej Guberni. Dodał, że tyko to może ją uchronić przed zadecydowanym już przez Gestapo aresztowaniem całej rodziny. Ada zabrała dzieci i wyjechała do Piaseczna.

Młyn w Nowem został skonfiskowany przez władze niemieckie, a Krueger wkrótce objął funkcję treuhandera. Następnie w 1943 roku odkupił młyn od władz niemieckich. Umowę z władzami niemieckimi zawarł przed notariuszem Otto Lucke w Gdyni i został nowym właścicielem.

Maciej Skalski


Komentarze
dnia grudzień 10 2005 09:16:21
Brawo. Kolejne wspomnienia o Nowem. Portal staje się prawdziwym kompedium wiedzy o naszym mieście.
IKA dnia grudzień 10 2005 11:29:08
Wspaniałe wspomnienia, ukazują nam nie tylko historię miasta, ale też życie jego mieszkańców i ich losy. Brawo :)
IKA dnia grudzień 10 2005 14:05:18
...Mieszkanie Izydora i jego rodziny było wygodne, jedenastopokojowe, usytuowane na dwóch kondygnacjach, z ubikacją spłukiwaną wodą. Kuchnia była wyposażona w bieżącą wodę i kanalizację, nad kuchnią była obszerna sypialnia. W sypialni za parawanem mieściła się wanna i piec gazowy do ogrzewania wody na kąpiel...I pomyśleć ,że prawie wiek póĄniej, w XXI wieku są w Nowem mieszkania , gdzie nie ma łazienki, a ubikacja-drewniany wychodek, znajduje się na podwórku :(
dnia grudzień 10 2005 16:20:28
W Nowem są jeszcze miejsca ,po które mogą upomnieć się spadkobiercy właścicieli.Tak powinno być,że własność powinna wrócić do prawowitych właścicieli.Tu przy tym temacie, zawsze myślę o śp.już niestety pani Wojnowskiej, dziedziczce z pałacyku w Kończycach.Ale to już inna historia.
kapa dnia grudzień 10 2005 17:02:10
Ciekawe wspomnienia. Mimo wszystko najważniejszy dla mnie jest wątek amerykański. Bo mój dziadek w tym samym czasie przyjechał tu - z mym ojcem w pieluchach. Jak nic na pewno z włascicielem młyna p. Skalskim się znali. Dlatego będę próbował dotrzeć do p. Macieja Skalskiego. Pozdrawiam kapa
arek dnia grudzień 12 2005 22:18:12
Rewelacyjnie sie czyta, bardzo ciekawa historia.
flauta dnia grudzień 13 2005 07:41:19
Racja - to się czyta. Ale naszła mnie taka myśl, że wspomnienia te mogłyby mieć tytuł: Nowe życie w Nowem.
wlodek dnia grudzień 13 2005 18:57:31
b. ciekawa historia, interesujaco sie czyta, tylko szkoda ze juz koniec. pozdrawiam
Mi-50 dnia grudzień 14 2005 08:40:52
W tekście Nowe życie zrobilem co najmniej dwa błędy, więc koryguję:1. Elektryfikacja Nowego to 1929 rok2. Właścicielem i założycielem kina Halka w 1929 roku był Jakob Madeła.M.S.
kapa dnia grudzień 19 2005 18:19:13
Może tego nie przypomniałbym sobie, gdyby nie tekst p.Macieja. Otóż ze swoim dziadkiem/który wrócił z Ameryki i kupił gospodarstwo na Trylu/ już po II wojnie jeĄdziłem do młyna. Wjeżdżało się furmanką pierwszą bramą. Na wielkim placu stały wozy gospodarzy, którzy również przyjechali przemleć ziarno. Wystawiało się worki z ziarnem - następnie podjeżdżało pod rampę, na której biali ludzie wydawli worki mąki. Wyjeżdżało się główną bramą. Czasami dziadek pozwalał mi na placu młyna powozić. To było przeżycie. PZDR kapa
renia dnia luty 15 2007 23:31:53
Szkoda, że tekst o Nowem został wykasowany.Na tej stronie jestem przypadkiem i czytam te wypowiedzi o młynie. W Nowem nie mieszkam już od ponad 40-tu lat, ale młyn znam i pamiętam ten zapach ziarna, mąki ,zapach koni itd. Moja mama będąc ze mną w ciąży, akurat w bramie wjazdowej do młyna się poślizgnęłą i upadła.Zaczęłam sie rodzić właśnie wedle młyna.Gdyby nie sw. pamięci dr.Neuman to pewnie by mnie nie było na tym padole. Mieszkaliśmy wtedy na Zduńskiej w domu Piorkowej. Boże co to była za wredna niemra. Każde dziecko jej przeszkadzało.Porządny był jej mąż, jej syn Romek, ale ona sama- prawdziwy Hitlerjugend.Jak tam się dobrze mieszkało.Do dziś wspominam nieżyjących już wujostwa Meissnerów, Pączków(chyba Krysia mieszka w Nowem) Mirotów, Moczyńskich(Anusia i Krysia mieszkają) Stefana Malinowskiego.Po mleko lataliśmy z kankami do Peronów-bardzo zacnych gospodarzy.Boże ile to lat minęło.
Komentarze
#1 | rena-56-56 dnia październik 19 2012 18:15:09
Dopiero dziś znalazłam tę opowieść. Dla mnie bezcenne informacje. Żyję poza Nowem już ponad 40 lat ale z ogromnym zainteresowaniem czytam wszystko o moim rodzinnym gnieździe. Poszukuję informacji o życiu w Nowem przed wojną i w czasie jej trwania. Mój dziadek Fryderyk Zarski był od ok. 1928 r. dzierżawcą wiatraka "holendra", tego który przetrwał do dziś. Może ktoś ma wspomnienia związane z funkcjonowaniem tego młyna w tamtym czasie ? Jego właścicielem był Niemiec Deimler, dziadek przejął go w opłakanym stanie, wyremontował i wyposażył.
#2 | Ika dnia październik 21 2012 14:25:27
Rena, to co wiem, wiem od ciebie. Niestety nie udało mi się zdobyć innych informacji...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 50% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 50% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [Brak oceny]
Średnie Średnie 0% [Brak oceny]
Słabe Słabe 0% [Brak oceny]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować lub nie masz konta?
Skontaktuj się z administratorem portalu - admin@miasto-nowe.com
Losowa Fotka
Ostatnie komentarze
News
W miesiąc ponad 600 we...
Była tą jedną, jedyną,...
Od dziś do dyspozycji ...
Przeglądając Gazetę No...
Przed chwilą sprawdzał...
Artykuły
Odnośnie informacji z ...
[b]ks. Edmund Kamrowsk...
...moi rodzice również...
"Każda historia ma swó...
Janek nie żyje. Zmarł ...
Jakież to ma znaczenie...
Mój tata o tym miejscu...
W ogrodzie moich dziad...
A gdzie plata, trygiel...
Z ciekawością przeczyt...
Fotogaleria
chyba tak ;)
Dzięki, czyli wszystko...
Ika, w latach 60 tych,...
To już drugie zdjęcie ...
biografia Ks. Dr Jana ...
Fajnie, ze BN udostepn...
Jeszcze jedna "perełka...
dawnych fotografii cza...
Ważne znalezisko - fot...
Świetne. Mam zamiar zo...
fajna fotografia ludzi...
Społeczność Tryla świe...
zmienione na wyzsza ro...
zmienione na wyzsza ro...
zmienione na wyzsza ro...
P. Ewa Kania, a nie No...
Smutna wiadomość. Prze...
Pan Ewaryst Bączek prz...
dzięki za potwierdzeni...
Pan J. Rzóska, ja jest...
Ostatnie artykuły
· Fragmenty książki El...
· Przyjaciel 1899
· Przyjaciel 1897 - 1898
· Przyjaciel 1896
· Przyjaciel 1892 - 1895
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Co z tym Neuenburgie...
· Biografia Ks. Dr Jan...
· "Urok papieroska."
· Jan Sikorski ps. Orl...
· Niemieckie meldunki ...
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnio dodane zdjęcia

Fara remont dachu

Widok na klasztor po...

Kaffee Koeber

Pocztówka Warlubie

Kościół parafialny

Panorama na farę

Rynek

Kościół pofranciszka...

Kościół parafialny

Przystań Żeglugi Rze...

Cmentarz menonicko-e...

Wisła czerwiec 2017

Malowanie muralu

Mural

rok szkolny 1959/60

Koło pszczelarzy w N...

Auguste Lange Tryl

Gustav Jackel 1877 -...

Gerber geboren Berhe...

Tryl jesień 2016

Tryl jesień 2016

Tryl

Gajewo Zawada

Nowe zimą

Nowe zimą

Nowe zimą

Nowe zimą

Nowe zimą

Wieża ciśnień

Wieża ciśnień
Wygenerowano w sekund: 0.19 - 33 zapytań MySQL 9,069,997 unikalnych wizyt