Na tropach plusquamperfektu (na prawach r?kopisu) Patrz? na fotografi?, na której uchwyceni zostali?my z Andrzejem Piotrowiczem na cmentarzu na Trylu i ?cigam czas miniony, od tego zaprzesz?ego poczynaj?c. Po raz pierwszy spotkali?my si?, gdy zast?powa?em chor? Janin? Kempi?sk? na lekcjach j?zyka polskiego. Pracuj?c w zawodówce, dodatkowo wzi??em lekcje w podstawówce. To by?o zupe?nie nowe do?wiadczenie: uczy?em si? by? nauczycielem w dwu zupe?nie odr?bnych ?rodowiskach. Z tamtej szóstej klasy pami?tam tylko dwóch uczniów: Andrzeja i Krzy?ka Tórza; pewnie dlatego, ?e zapisali si? w mej pami?ci swoim dzieci?cym i ci?g?ym wspó?zawodnictwem. Na ka?de pytanie znali odpowied? i biegli ze swoich ?awek (siedzieli gdzie? daleko, kto wie czy nie w ostatnich) i wyci?gni?tymi palcami machali przede mn?: ja powiem! Ja!Ja! - wo?ali. Pó?niej spotkali?my si? pi?tro wy?ej, bo w liceum. Andrzej i Krzysztof chodzili do równoleg?ych klas, nie dlatego, ?e nadal wyrywali si? do odpowiedzi, ale los to sprawi?. Spotkali?my si? raz. Mo?e dwa razy na obozie w?drownym: na pewno byli?my na tej wyprawie do Pogorzelicy, Ko?obrzegu w roku 1975 itd.
Przewodniczy?em komisji maturalnej, gdy w maju 1978 roku zdawali obaj egzamin dojrza?o?ci. Pó?niej nasze drogi rozesz?y si?. Oni poszli na studia, do szkó?, ja najbli?szych kilka lat sp?dzi?em jeszcze w Nowem, by nast?pnie wyjecha?. Dochodzi?y do mnie informacje o ch?opakach z tej szóstej; nie ?ebym szczególnie zabiega? o te informacje, czasami kto? o nich co? opowiada?, a ja u?miecha?em si? na te opowie?ci: ot, U?miechy dzieci?stwa , jak zatytu?owa?a Maria D?browska tom wspomnie?, ja u?miecha?em si? na wie?ci o nich.
Patrz? na fotografi?. Obaj spogl?damy na tablic? nagrobn? kogo? pochowanego na tym cmentarzu ewangelicko - menonickim na Trylu, kogo? kto ?y? d?ugo, d?ugo zanim my pojawili?my si? na tym ?wiecie. Patrz? i widz?: nauczyciela i ucznia. Ile? dostrzec mo?na na tym zdj?ciu ró?nych warstw czasów: bo jest tu czas tera?niejszy, my dwaj otoczeni przez znajomych odcyfrowujemy napis nagrobny; pomi?dzy Andrzejem a mn? pl?cze, snuje ni? czasu przesz?ego, nasze wspomnienia szkolne, gdy on ?akiem a ja baka?arzem byli?my; jest tu te? warstwa czasu zaprzesz?ego: to los osoby pochowanej w tej mogile, do której dotarli?my w naszej akcji odnajdywania i porz?dkowania zapomnianych cmentarzy. Bystry obserwator powie, ?e brakuje do kompletu czasu przysz?ego. Furda, jednak go?ci on je?eli nie w tej fotce , to w dzia?aniach przez nas podejmowanych; chcemy zmieni? nasze zapomniane nekropolie, zagubione w lasach kociewskich cmentarzyki: dzi? zakrzaczone a mogi?y schowane w czapach mchu, w przysz?o?ci, która czyha na kraw?dzi, na rancie fotografii, w tej niedalekiej przysz?o?ci kto? zapali znicz, odgarnie opadaj?ce li?cie, zaduma si? nad mijaj?cym czasem, w?drówk? cz?owiecz?. Znowu si? spotkali?my: tacy sami a inni. Znowu razem: dawny ucze? i onegdaj pocz?tkuj?cy nauczyciel, dzi? emeryt. Patrz? na nas zaj?tych odkrywaniem plusquamperfektu i s?ucham Boba Dylana: Je?li czas jest dla was/ Warty zachowania,/ Lepiej zacznijcie p?yn??/ Lub pójd?cie na dno jak kamie?,/ Bo czasy si? zmieniaj?. / Kto jest teraz przegranym,/Pó?niej zwyci??y.// ( Bob Dylan,The Times They Are A-Changin)
Toru?, 4 kwietnia 2014 r. (kapa)