 Choć Józef i Halina Guzowie oraz ich syn Marek mieszkają w gminie Smętowo, to ziemię mają w gminie Nowe. Pod koniec 2008 roku pisaliśmy o ich kłopotach ze Skanską, wykonawcą autostrady A1. Guzowie w sąsiedztwie trasy szybkiego ruchu mają grunt, jest to pastwisko, na którym wypasają zwierzęta. Przed wybudowaniem autostrady na polu Guzów, według ich zapewnień, nigdy woda nie stała. Natomiast w trakcie budowy A1, przy drodze tej zrobiono też wał oddzielającego ją od pola, a że jest on wyżej położony i wypukły, woda z autostrady zalewa teraz pastwisko zamiast uchodzić do kanałów burzowych. Dodajmy, że specjalne rowy odprowadzające wodę Skanska pobudowała wszystkim okolicznym rolnikom, ale nie Guzom.
Kiedy prawie dwa lata temu pisaliśmy o problemie, Skanska obiecała się tym zająć i dogadać się z Guzami. Firma podczas wiosennych przeglądów autostrady miała zajrzeć do rolników i sprawdzić, czy teren jest zalewany rzeczywiście z winy firmy. Jeżeli okaże się, że mimo ukorzenienia się traw teren pana Guza jest zalewany, podejmiemy działania zapobiegawcze - mówiła nam wtedy Małgorzata Dobosz, kierownik sekcji komunikacji Skanska SA.
Nic takiego jednak nie nastąpiło. - Mało tego, zanim ukazał się artykuł, mój syn pokazywał pracownikom Skanska ten teren i rozmawiał z nimi na ten temat, a oni potem w gazecie powiadali, że w ogóle nie mogli się z nami skontaktować - mówi Józef Guz, ojciec pana Marka. - Potem przez cały 2009 rok nikt od nich się z nami nie skontaktował. W tym roku znów mamy problem, bo po tej surowej zimie wody na polu jest jeszcze więcej niż dwa lata temu i oczywiście odpływa ona z tego wału. Byli u nas zresztą urzędnicy z Nowego i robili zdjęcia, na których widać wyraźnie skalę tej powodzi - dodaje.
Interweniowaliśmy więc w Skanskiej w sprawie Guzów ponownie. - Obiecuje, że w najbliższym czasie skontaktujemy się poszkodowanymi rolnikami, porozmawiamy z nimi i potem podejmiemy odpowiednie decyzje - powiedziała nam Małgorzata Dobosz.
SW
|