
- Tak dalej nie może być, autobusy dowożące nasze dzieci do szkoły muszą spełniać jakieś wymogi techniczne, i nie mogą sobie jeździć, jak chcą i kiedy chcą - skarży się jeden z rodziców dziecka dojeżdżającego do szkoły, mieszkający w gminie Nowe. - Tę sprawę trzeba jak najszybciej wyjaśnić - dodaje.
Gmina wykupiła bilety miesięczne dla dzieci na cały rok, ale z powodu niesolidności przewoźnika rodzice często na własną rękę muszą dowozić swoje pociechy do szkoły. - W piątek, trzy tygodnie temu, musiałem odwieźć dzieci do szkoły samochodem, bo autobus w ogóle nie przyjechał - skarży się rodzic dzieci uczęszczających do Szkoły Podstawowej nr 2. - Taka sytuacja zdarzyła się już nie pierwszy raz - dodaje. Firma przewozowa tłumaczy, że tego dnia autobusy kursujące na Głodowo i Bochlin, nie wyjechały w trasę, bo skradziono z nich paliwo. - Nie mogę powiedzieć nic więcej o okolicznościach tego wydarzenia, ponieważ dochodzenie trwa - mówi pracownik PKS Grudziądz ds. przejazdu.
Rodzice uskarżają się też na zły stan techniczny pojazdów. - Aż strach pozwalać dzieciom do nich wsiadać - mówią. W ubiegłym miesiącu Inspekcja Transportu Drogowego została wezwana do skontrolowania autobusów firmy PKS Grudziądz, przewożących dzieci. - W wyniku kontroli zabrane zostały dwa dowody rejestracyjne - mówi Krzysztof Nowak, naczelnik wydziału Inspekcji Transportu Drogowego.
Nie wszyscy jednak narzekają na usługi przewoźnika. - PKS Grudziądz to specjalistyczna i sprawdzona firma, z którą współpracujemy już kilka lat, i dotychczas nie docierały do mnie żadne oficjalne skargi - mówi Stanisław Butyński, burmistrz Nowego. - Na sesji w grudniu ktoś poruszył sprawę autobusów, ale później wszystko zostało wyjaśnione - dodaje. Na problemy z dotarciem uczniów na lekcje nie narzekają szkoły, ponieważ odpowiedzialni rodzice na własną rękę starają się ich dowieźć do nich. Największe problemy z dotarciem do miasta mają mieszkańcy Bochlina, którzy denerwują się, że w ostatnim czasie zlikwidowano w tej miejscowości aż 7 połączeń. - To chyba normalne, że autobusy nie będą jeździły z dwójką dzieci, bo byłoby to nieekonomiczne - tłumaczy Butyński. - W szkołach są świetlice, więc są miejsca, w których dzieci mogą bezpiecznie spędzić czas czekając na autobus, i w spokojnym miejscu odrobić lekcje - dodaje.
O to, czy jest szansa na to, by bezpieczne autobusy punktualnie zabierały dzieci z okolic Nowego do szkoły, od kilku tygodni próbujemy zapytać szefa firmy, niestety jak dotychczas bez powodzenia.
ACZ Czas Świecia